Witamy na stronie Lenki Tuziskiej Delfinoterapia na Ukrainie - lipiec 2011

To już taka tradycja, że co roku, wraz z nastaniem "wakacji", Lenka wybiera się na Ukrainę na turnus delfinoterapii. I tym razem nie mogło zabraknąć wielkiej miłości Lenki - Kacperka. Wiedząc, że pałają do siebie taką miłością, zorganizowaliśmy dwa sąsiadujące pokoje – w jednym mieszał Kacperek z rodzicami a tuż obok my. Po dwóch tygodniach nikt już nie wiedział kto gdzie mieszka :) - dzieci zaraz po przebudzeniu wołały swoje imiona – Lenka wołała Kacpra „Ka” a Kacperek wołał „Lenia” i czasami jeszcze w piżamkach trzeba było jedno nosić do pokoju drugiego :)

Ale po kolei. W tym roku tak jak poprzednio pojechaliśmy do Sewastopola na turnus, który zorganizowała nieoceniona Edyta – mama Pawełka – wielkie dzięki za jej upór i zaangażowanie! Byliśmy na pewno lepiej do tego wyjazdu przygotowani, bo jechaliśmy w to samo miejsce jak w zeszłym roku – wiedzieliśmy czego się spodziewać. Ale i tak nie obyło się bez niespodzianek – największe zafundował nam przewoźnik czarterowy. W ostatniej chwili dowiedzieliśmy – i to przypadkiem! – że zmieniono godziny wylotu i powrotu – niestety na absurdalne dla małych podróżników. Na dodatek w obie strony loty były bardzo opóźnione. Dość powiedzieć, że ze Sewastopola do Gdańska wracaliśmy... 2 doby. Lenka przyjechała do domu wykończona.

Lenka cieszyła się na spotkanie z delfinkami – w 2010 roku wyrywała się sama do wody i największą przyjemność sprawiało jej chlapanie delfinka. Niestety w tym roku na skutek nieporozumień organizacyjnych Lenka pierwsze zajęcia miała z niedoświadczonym terapeutą, który nie potrafił poradzić sobie z Lenką i z delfinem. Skończyło się bardzo niebezpiecznie. Delfin "skoczył" tak nieszczęśliwie, że przykrył swoim ciałem Lenkę, która poszła pod wodę. Na szczęście nic się nie stało. Zaraz też interweniowaliśmy i Lence zmieniono terapeutę. Ale i tak kilka dobrych dni trwało przekonanie Lenki, że nie ma się czego bać. Pokazywała nam, że nie chce iść do delfinka, bo delfinek będzie robił "puch" (naśladując gest gwałtownego nabierania powietrza). Na szczęście Lenka nie jest pamiętliwa i z pomocą nowego terapeuty i Tatusia udało się ją przekonać do tej formy terapii.

Najważniejsze, że po badaniu EEG, które przeprowadzał doktor pod koniec terapii, zapis pokazał 10% wzrost aktywności w obszarze związanym z mową! To dużo – mamy nadzieję ze lepszy zapis przełoży się na postępy Lenki w tym właśnie zakresie.

Nie mogliśmy się opanować i do galerii zdjęć dołożyliśmy zdjęcia z Bakczysaraju (tak tak Mickiewicz był tu przed nami!) i z klasztoru zawieszonego na skale (polecamy zdjęcia chatek wykutych w skale – tam naprawdę mieszkali ludzie!).

Zobacz galerię fotografii